Od lipca zamawiam próbne zaproszenia. Dosłownie. Pomimo wymiany już dobrych kilku mejli, dopracowywaniu zmiany koloru tła, nadal nie wiem jak wygląda środek zaproszenia, czy napis na pierwszej stronie jest edytowalny ani jak bardzo można ingerować w układ tekstu. Dlaczego nie wiem?
Bo się nie zapytałam. Mam przecież na wszystko czas ;) Nikt przecież już się nie łudzi, że mój przyszły Mąż się tym przejmuje. Ważne, żeby były w miarę "spoko", no i nie za drogie! :P
No to znalazłam. Spoko i niedrogie. Dumna jak paw pokazałam swoje znalezisko Przyszłemu, z typowym dla faceta i dla siebie entuzjazmem stwierdził krótko i doniośle "Ładne. Najbardziej podoba mi się ich cena" i zostawił mnie z otwartą zakładką na kompie i z głową pełną typowo kobiecych z kolei myśli "łojezu, chyba mu się nie podobają.. Moja wizja jest bez sensu, nasz ślub będzie brzydki.. Ja nie chcę być Panną Młodą, która wszystko musi robić sama i na dodatek ma głupie, ekscentryczne pomysły.. Nie no, ja wychodzę.. głupota! I dla kogo ja to robię?!"
Cholera.. Chyba zamówię już te próbki. Będę przynajmniej spać spokojnie, że coś zrobiłam..